Połowiczny sukces w walce o etyczną elektronikę

Parlament Europejski przyjął przepisy, nakładające na importerów tzw. “krwawych minerałów” obowiązek kontroli czy sprowadzane przez nich surowce nie finansują konfliktów zbrojnych. W przepisach jest jednak wiele wyjątków, co krytykują organizacje walczące o wyeliminowanie z naszej elektroniki surowców dających dochód grupom zbrojnym w różnych częściach świata – podkreśla Instytut Globalnej Odpowiedzialności.

Od ponad dwóch lat Unia Europejska pracuje nad przepisami, które uregulują handel czterema ważnymi metalami, wchodzącymi w skład całej elektroniki i wielu innych produktów codziennego użytku. Są to cyna tantal, wolfram i złoto. Występują one w znacznym stopniu w rejonach objętych konfliktami zbrojnymi, a dochody z ich sprzedaży trafiają często w ręce walczących grup, które wyzyskują pracowników, wykorzystują pracę dzieci i łamią prawa człowieka. Dlatego surowce te nazywane są minerałami konfliktu. Przyjmowane przepisy mają zobowiązać działające w Europie firmy do kontroli, skąd pozyskują te minerały i czy nie przyczyniają się pośrednio do finansowania konfliktów.

A UPC (Union of Congolese Patriots) figh

Uzgodnione przez Unię przepisy obejmą jednak tylko te firmy, które importują do Europy czyste metale lub ich rudy. A takich przedsiębiorstw jest stosunkowo niewiele, bo większość surowców przetwarzana jest głównie w Afryce lub Azji. Więcej firm sprowadza na unijny rynek podzespoły, zawierające te same 4 metale, lub gotowe już produkty (jak telefony, komputery, tablety, aparaty cyfrowe czy samochody). Tymczasem tych firm nowe zasady nie obejmują. Nie będą one miały obowiązku kontroli swoich łańcuchów dostaw, prawo zachęca je jedynie do kontroli dobrowolnych.

Ta zmiana w unijnym prawie ma dla nas słodko-gorzki smak, choć Parlament ogłosił wielki sukces. – mówi Ewa Jakubowska-Lorenz z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności. Unia robi krok we właściwym kierunku, bo wyraźnie pokazuje, że firmy muszą ponosić odpowiedzialność etyczną za swoje produkty. Równocześnie jednak zatrzymuje się w pół kroku, bo zobowiązuje do tego tylko część biznesu i to tę mniejszą. Pozostali mogą, ale nie muszą sprawdzać czy ich produkty nie finansują konfliktów zbrojnych. A wiadomo, że jak nie muszą to nie będą tego robić, bo to kosztuje. Doceniamy jednak to, że w ogóle jakaś część firm została objęta obowiązkową kontrolą, bo biznes mocno lobował, a Komisja go popierała, by dla wszystkich ewentualna kontrola była w pełni dobrowolna.

IGO podkreśla też, że nawet w grupie firm, które są objęte regulacją Unia wprowadziła wyjątki. Będą bowiem pewne progi ilościowe na import surowców wyłączone spod kontroli. Formalnie chodziło o to, by ulżyć małym firmom, np. dentystycznym czy jubilerskim. Dlatego będzie można sprowadzić do Unii m.in. do 100 kg złota rocznie bez konieczności kontroli łańcucha dostaw. Zdaniem organizacji pozarządowych progi są jednak zbyt wysokie.

Mowa była np. o firmach dentystycznych, ale 100 kg złota starcza na około 25 tysięcy plomb z czystego kruszcu. Czy naprawdę stomatolodzy tyle wykorzystują? 100 kg złota warte jest około 3 milionów Euro, a za taką kwotę w rejonach konfliktów, np. Demokratycznej Republice Konga można kupić około 6 tysięcy karabinów Kałasznikowa. A zatem wciąż godzimy się na to, by wprost z rejonów konfliktów płynęły do Europy metale które finansują śmierć i wyzysk – wyjaśnia Ewa Jakubowska-Lorenz.

Przyjęte przez Parlament Europejski przepisy wejdą w życie w 2021 roku.

Przeczytaj artykuły o podobnej tematyce:

, , , ,