Aktywni konsumenci ruszają na wieś

Ostatnie wydarzenie IGO „Budujemy Partnerstwo między konsumentami i lokalnymi rolnikami” w Lipiu, gmina Błędów (30 listopada-1 grudnia 2013 r.) miało na celu zbudowanie przestrzeni dla dialogu między aktywistami miejskimi i lokalnymi rolnikami. Co z niego wynikło?

Jednym z tematów, jakie IGO porusza w swojej współpracy, jest pytanie jak oddolnie budować gospodarkę żywnościową wspierającą zrównoważone rolnictwo i suwerenność żywieniową. Aby to osiągnąć, rozmawiamy z aktywnymi młodymi ludźmi, którzy zajmują się pracą w tym zakresie: członkami kooperatyw spożywczych, przedsiębiorców, przedstawicieli ruchu Slow Food i innych.

Różnorodność, jaką udało się nam zebrać po stronie inicjatyw konsumenckich, była oszałamiająca. Byli z nami przedstawiciele oddolnych inicjatyw: kooperatyw spożywców (WKS i Dobrze), RWS Świerże-Panki, ruchu Slow Food, portalu Locavore: jemylokalnie.pl, czy nowopowstałej grupy zakupowo-spacerowej. Jest to grupa znajomych, często młodych rodziców z dziećmi, którzy weekendowo wyjeżdżają na wieś szukać pięknych terenów zarówno do wspólnych spacerów jak i nawiązywania kontaktu z lokalnymi rolnikami. Kasia Mireńska-Maciąg, inicjatorka takiej grupy, która przyjechał do nas z mężem i dwójką uroczych dzieci, mówi, że dla niej równie ważne jak smak i jakość lokalnego jedzenia jest zapoznanie się z drugą osobą, która to jedzenie wytwarza. Ważne dla niej jest wiedza, że to jedzenie jest od pani Basi, którą zna osobiście.

Byli z nami również przedstawiciele „biznesu z ludzką twarzą”, czyli bracia Sendzielscy z firmy WiemCoJem, którzy dwa razy w tygodniu dostarczają do warszawskich domów świeże jedzenie od lokalnych rolników.

Do Lipia przyjechali również przedstawiciele formalnych organizacji, jak WWF, partia Zielonych czy prof. Lech Goraj reprezentujący Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ). Byli również z nami entuzjaści i entuzjastki nie połączone konkretnie z żadną inicjatywą, jednak żywo zainteresowani tematem współpracy rolniczo-konsumenckiej.

Jak widzicie, lista jest długa. Kolejną listą, którą przedstawię będzie zdecydowanie krótsza. Łącznie przedstawicieli środowisk rolniczych podczas tych dwóch dni było z nami 6 osób, w tym pani Basia Legucka z okolicznego Ziemięcina oraz Marcin, rolnik spod Ostrowii Mazowieckiej (czyli zupełnie inny kraniec Mazowsza), który współpracuje z kooperatywą Dobrze oraz Joanka Szewczyk z Ziemięcina, lokalna aktywistka, jedna ze współorganizatorek wydarzenia. Przygotowując to wydarzenie nastawialiśmy się na spotkanie kameralne, które pozwoli nam przećwiczyć formułę takiego spotkania, żeby w przyszłości przygotować się na większe wydarzenia. Tak naprawdę do końca nie byliśmy pewni czy w ogóle ktokolwiek ze środowiska rolniczego przyjdzie.

Dyskusje

Pomimo niższej niż spodziewana frekwencji odbyliśmy owocne dyskusje i nawiązaliśmy nowe kontakty, tak ważne dla przyszłej współpracy. Tematy niedzielnych dyskusji były wybierane wspólnie na podstawie pytań zapisywanych przez uczestników na dużej płachcie papieru, wiszącego na ścianie już od soboty.

Dyskusje skupiły się wokół dwóch tematów: nawiązywania współpracy z gospodarstwami rolnymi oraz współpracy między samymi kooperatywami. Pierwsza grupa wciągnęła do dyskusji przybyłych rolników, druga natomiast przedstawicieli kooperatyw, którzy mierzyli się z problemem, jak współpracować między sobą: łączyć zamówienia, dzielić się kontaktami, organizować wspólne dostawy. Ciekawą kwestię podniósł rolnik Marcin, który chciał rozmawiać o tym, jak w ogóle wyceniać jedzenie. Czy może być ono traktowane jako zwykły towar? Jak rolnik może sprawiedliwie wycenić swoją pracę i w jasny sposób przekazać tę wiedzę swoim odbiorcom?

Nie ominęliśmy również kwestii kapitalizmu, jako puzzla w tej wielkiej układance. Dla jednych był on widziany jako dźwignia do promowania pracy lokalnych rolników, dla innych nierozerwalną część problemu obecnego systemu żywieniowego: niskich cen skupu produktów rolnych, oraz współistnienia szkodliwych zjawisk nadprodukcji i rozpasanej konsumpcji.

Pytaliśmy się czy w ogóle rynek jest w stanie wycenić odpowiednio dobra oferowane przez rolników na rynku. Podnosiliśmy również kwestie jak zapewnić, żeby dobra, zdrowa i ekologiczna żywność trafiała na rynki lokalne, w szczególności do ludzi mniej zamożnych, którzy nie są w stanie zapłacić cen oferowanych przez eko-delikatesy. Padały pytania również bardzo konkretne – pani Basia Legucka ma zaorany jeden hektar pola i zastanawiała się czym go na wiosnę zasadzić. Myślała o owocach, ale po spotkaniu przyznała się, że zauważyła wśród rozmówców duże zainteresowanie warzywami, więc nie wyklucza też takiej możliwości. Dzięki takim rozmowom mogliśmy się dowiedzieć jakiej wielkości kooperatywa musi złożyć zamówienie, żeby pani Basi w ogóle opłacało się przyjechać do Warszawy.